BLOG – PRAKTYCZNA IMPROWIZACJA

Anatomia Długiej Formy: Czym są Bity i jak budują historię?
„Follow the Follower”: Jak skończyć z walką o dominację i budować współpracę

Dzisiaj wracamy do cyklu Impro 101, czyli serii dla początkujących improwizatorów (i nie tylko), w której zajmujemy się podstawami improwizacji scenicznej.

„Daj sobie prawo do błędów” – to jedna z najczęściej powtarzalnych (zaraz po „TAK, I…”) zasad w improwizacji. Można do niej podejść na wiele sposobów i wiele już na ten temat napisano.

Jednocześnie mam wrażenie, że w literaturze impro lub na warsztatach zasada ta jest traktowana bardzo powierzchownie: „Popełniłeś błąd? Zaakceptuj go i leć dalej”. Oczywiście jest to podejście trafne, ale jednocześnie trochę wypaczone, ponieważ opisuje problem tylko z jednej perspektywy. To tak, jakby las opisywał wyłącznie leśniczy. A przecież inne spojrzenie będzie miał biolog, kłusownik, turysta czy fanatyk quadów.

Dlatego dzisiaj przyjrzymy się zasadzie „daj sobie prawo do błędów” z różnych perspektyw: występów, ćwiczeń, samodzielnego doskonalenia, budowania historii czy po prostu… słabszego dnia.

Błędy w improwizacji są nieuniknione

Jeżeli dopiero zaczynasz i ćwiczysz impro lub z powodzeniem od kilku lat improwizujesz na scenie, to jedno jest pewne: będziesz popełniać błędy. Jest to tak pewne, jak fakt, że jutro wstanie słońce. Improwizując, jesteś wręcz przyspawany do błędów. Choćbyś wkładał olbrzymi wysiłek, aby wyszło idealnie – będziesz je popełniać.

To proste: ludzie, którzy w ogóle nie popełniają błędów, to ludzie, którzy nic nie robią. Oczywiście, część z tych błędów możesz zniwelować, ale nawet wtedy miej świadomość, że i tak będziesz je popełniać. Improwizacja to działanie tu i teraz, a każde działanie wiąże się z ryzykiem.

Czym właściwie jest „błąd” w improwizacji?

Odpowiadając filozoficznie: zarówno wszystkim, jak i niczym. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia, ale…

Jako że nie przepadam za filozofią, za to uwielbiam zachowania, reakcje i konkrety, oto mała lista przykładów „błędów” z występów, które widziałem ostatnio (w tym oczywiście moich własnych):

  • Coś cię zaskakuje i reagujesz na to z opóźnieniem.
  • Masz lepszy pomysł po zejściu ze sceny, niż ten, który wykonałeś.
  • Zapominasz o fizyczności i robisz „gadające głowy” (plotkowanie).
  • Zapominasz imię czyjejś postaci (lub zmieniasz je na inne).
  • Twoja oferta całkowicie burzy wcześniejsze budowanie napięcia w historii.
  • Edytujesz scenę w złym momencie (za późno lub za wcześnie).
  • Mówisz coś za cicho lub zbyt niewyraźnie.
  • Robisz coś niespójnego z faktami scenicznymi bez żadnego uzasadnienia.
  • Blokujesz ofertę partnera.
  • Psujesz ustabilizowaną platformę (np. przechodzisz przez stół, który wcześniej „ustał”).
  • Siedzisz we własnej głowie i się stresujesz.
  • Przerywasz partnerom i wchodzisz im w słowo.
  • „Gotujesz się” (wychodzisz z roli) pod wpływem jakiegoś żartu.

Oczywiście, definicja błędu zależy od podejścia grupy, kontekstu formy czy standardów danego zespołu. Jeśli uważasz, że coś z powyższej listy błędem nie jest – na potrzeby tego tekstu nie ma to większego znaczenia.

Dwa rodzaje błędów (Kluczowy podział)

Wypisałem powyższe „błędy” z innego powodu. Otóż błędy w impro można podzielić na dwie główne kategorie:

  1. Powtarzające się błędy techniczne (wynikające z aktualnego stanu umiejętności improwizatora lub grupy).
  2. Pojedyncze błędy kontekstowe (wpadki „tu i teraz” w trakcie występów).

W ramach błyskawicznego ćwiczenia przejrzyj jeszcze raz listę i spróbuj przyporządkować je do tych dwóch kategorii.

Pułapka „akceptacji”, czyli dlaczego samo „dawanie sobie prawa” nie wystarczy

Skąd bierze się ten podział? Wynika on z reinterpretacji zasady. Niektórzy podchodzą do niej w sposób: „pokochaj błędy” lub wręcz „popełniaj je specjalnie”. Oczywiście, ma to swoje korzyści (o których później), ale również jeden olbrzymi minus.

Może powodować, że długoterminowo będziemy mieć mniejszą motywację, aby poprawiać błędy techniczne, które nieustannie powtarzamy.

Mówię niewyraźnie? Ktoś z publiczności czegoś nie zrozumiał? „Przecież daję sobie prawo do błędów. Akceptuję te błędy, akceptuję siebie i spoko luzik, gicik majonezik. Nic z tym nie robię”. To niestety osłabia motywację do zmiany. Zamiast poza sceną zająć się gimnastyką buzi i języka czy innymi paszczodźwiękami, niektórym spadnie motywacja, bo mają wymówkę: «Przecież daję sobie prawo do błędów».

Dla niektórych ten temat może się wydawać oczywisty, ale warto o tym przypominać. Przy pracy długoterminowej najlepiej sprawdzi się inna interpretacja tej reguły.

Nowa zasada: Daj sobie prawo do błędów na Twoim poziomie

Aby mądrze dawać sobie prawo do błędów, trzeba mieć dużą świadomość tego, co potrafimy, czego nie potrafimy i co chcemy potrafić. To takie bycie szczerym ze sobą i resztą grupy. „Jestem fatalny w tym, w miarę dobrze idzie mi to, a jestem dobry w tym”.

Jeżeli masz świadomość swoich zasobów i umiejętności, to pierwszy krok do ulepszania swojej gry. W takim rozumieniu „daj sobie prawo do błędów” brzmi:

„Wiem, że popełniam zwykle takie i takie błędy. Długoterminowo nad nimi pracuję, bo w przyszłości chcę być lepszy, ale TU I TERAZ na scenie akceptuję je”.

Właśnie stąd ten podział. Warto mieć świadomość błędów, które robimy nieustannie (np. na każdym występie plotkujemy), po to, by nad nimi pracować i nie robić sobie zbędnych wymówek. Natomiast w trakcie występu, gdy coś popsujemy…

Błędy „tu i teraz”, czyli jak zamienić wpadkę w ofertę

Błędów w impro nigdy nie da się w pełni wyeliminować. Jest zbyt wiele zmiennych. Co więc możemy z nimi zrobić? O ile nie są to błędy nieustannie powtarzane (nad którymi możemy pracować długoterminowo), to gdy coś totalnie zawalimy, wtedy warto je faktycznie pokochać. Dlaczego?

Po pierwsze, im szybciej zaakceptujesz błąd, tym szybciej będziesz mógł się do niego odnieść i nadać mu nowy kierunek.

Po drugie, coś, co wydaje się błędem, niekoniecznie musi nim w praktyce zostać. W takich sytuacjach uwielbiam cytować Tomasza Stańko, który w jednym z wywiadów powiedział:

„W pewnym sensie my (improwizatorzy) się nigdy nie mylimy, każdy błąd może zostać uzasadniony tym, co nastąpi dalej.”

W praktyce oznacza to tyle, że jeżeli zaakceptujesz błąd i nadasz mu nowy kierunek, ten błąd przestaje być błędem, a staje się kolejną ofertą. Kilka przykładów:

  • Przejęzyczyłeś się? Nie poprawiaj się (wtedy przyznajesz się do błędu). Powtarzaj ten wyraz cały czas w ten sam, przekręcony sposób. To urozmaici twoją postać. Może ma wadę wymowy? A może jest zza granicy?
  • Przeszedłeś przez stół, który był wcześniej zarysowany w przestrzeni? Zaakceptuj to. Powiedz, że ktoś go ukradł, zjadły go korniki albo w podłodze jest zapadnia. Masz gotowy „przechył” w scence, z którego skorzysta cała historia.
  • Zaczynasz się „gotować” (mój termin na wychodzenie z postaci pod wpływem śmiechu)? Zaakceptuj ten stan i wykorzystaj go. Gdy wytrzymuję napięcie i wstrzymuję śmiech do granic możliwości, aż w końcu puszczam i lecą mi łzy z oczu, błyskawicznie zakrywam twarz. Ogrywam to tak, że moja postać miała mocny przechył i silnie się wzruszyła. Publiczność widzi tylko łzy, tak jakbym na zawołanie się popłakał.

W improwizacji popełnienie błędu zawsze można wykorzystać. Każdy błąd może być szansą na stworzenie czegoś nowego. Pamiętaj, że na scenie wszystko można zaakceptować i nadać temu kierunek. Publiczność nie będzie w stanie dostrzec błędu – będą myśleli, że zrobiłeś to specjalnie.

Jak w praktyce dawać sobie prawo do błędów?

1. Akceptacja i kierunek

Tak jak wspomniałem – w większości przypadków sprawdzi się podejście: zaakceptuj błąd i nadaj mu nowy, pozytywny kierunek. Ładnie to brzmi, ale nie jest proste w wykonaniu, bo wiąże się z umiejętnością oddania kontroli, co każdy improwizator nieustannie trenuje.

2. „Tu i Teraz” nie staraj się być lepszy

Bycie lepszym to genialne podejście, ale w założeniu, że wykonujesz plan treningowy. Będziesz lepszy w przyszłości. Natomiast jeżeli „Tu i Teraz” starasz się być lepszy, niż jesteś, to wychodzisz poza własne kompetencje.

Po prostu odpuść. W danym momencie jesteś, jaki jesteś, i staraj się wykorzystać właśnie ten stan. Zaakceptuj swoje aktualne umiejętności i nimi graj.

3. Pokaż, że dobrze się z tym czujesz

W impro sportach, gdzie ocenia się, która grupa „jest lepsza”, mistrzami dla publiczności często nie są ci, którzy wygrali (popełnili mniej błędów). Czasem wygranymi są te osoby, które poniosły porażkę i pokazały, że dobrze się z tym czują. Że świetnie się bawią. Wzbudzają podziw, bo pokazują, że potrafią sobie z tym poradzić (a wiele osób z publiczności chciałoby mieć tę umiejętność w życiu codziennym!).

Zdarzają się występy słabsze. Ale nawet wtedy nie zamykaj się w skorupce żółwia i nie rób facepalma, czekając z zażenowaniem na kolejną scenę. To cię tylko wewnętrznie zablokuje. Pokaż, że przyjmujesz to na klatę. Publiczność to doceni.

Pod koniec poprzedniego roku daliśmy (w moim mniemaniu) najsłabszy występ w całym roku. Pod kątem technicznym – poza wszelkimi standardami. Gotowanie się, zero pracy przestrzennej, słabe wątki. Natomiast tak dobrze się na nim bawiliśmy, że to zaraziło publiczność! Opinie po występie były zupełnie inne, niż sobie wyobrażaliśmy. Bo byliśmy w tym na 100%. Nie wypieraliśmy się słabych rzeczy na scenie. Po prostu dobrze się z nimi czuliśmy. To oczywiście nie znaczy, że zlewamy sprawę – mamy świadomość, co było fatalne. Ale w trakcie występu najważniejsze jest dobre show.

Pułapka uciekania od wewnętrznego krytyka

Mam wrażenie, że wielu improwizatorów boi się swojego wewnętrznego krytyka. Uważają, że przez niego nie będą dawać sobie prawa do błędów. A sprawa jest prosta:

  • W trakcie występu – ten krytyk nie jest pożądany.
  • Po występie – niech ten stary zgred nawija do ciebie jak najwięcej.

Nie wypieraj się go, nie tłum, nie uciszaj. Wysłuchaj go uważnie. Wypierając się go, wypierasz się popełnianych błędów i przestajesz się uczyć.

Mam swoją metodę. Zaraz po występie, po standardowym wymienieniu się spostrzeżeniami z grupą, spisuję swoje błędy na telefonie. Spisuję wszystko, co ma do powiedzenia ten mały zgredzik. Dzięki temu mam spokój, bo nie muszę trzymać tych informacji w głowie. Następnie wrzucam je do osobistej listy „celów improwizatora” i planuję, jak ich nie popełnić w przyszłości. Później nad nimi pracuję.

Cały urok tej „techniki” polega na tym, że daję się wygadać krytykowi, a później zabieram mu całą pożywkę. On umiera w otchłaniach umysłu, a ja żyję spokojnie na scenie.

Naucz się nowych reakcji na błędy

Jak jeszcze dawać sobie prawo do błędów? Naucz się na nie reagować w nowy sposób. Możesz to zrobić, wykorzystując punkty powyżej lub systematycznie wykonując na treningach ćwiczenia uczące nowych reakcji (np. wszelkie rozgrzewki, w których grupa nagradza błąd; paradoksalna nauka blokowania K. Johnstone’a; czy techniki warunkowania jak TeeeeReee [o której opowiem kiedyś indziej!]).

Warto też zwrócić uwagę na rolę lidera i podejście całej grupy. Jeżeli lider jest zbyt krytyczny, psuje trening tej umiejętności. Na początku funkcjonowania grupy cenniejszy jest feedback pozytywny (laikom łatwiej wyłapać, co robią dobrze). W przypadku dużego doświadczenia lepiej sprawdza się feedback negatywny (dla ekspertów cenniejszą wiedzą jest to, co robią źle i co mogą poprawić).

Podsumowanie: Kochaj błędy na scenie, pracuj nad nimi poza sceną

„Daj sobie prawo do błędów” to genialna zasada, ale potraktowana bezkrytycznie i nieumiejętnie, może zaszkodzić i zatrzymać nasz rozwój.

Gdybym miał skrócić cały ten tekst do jednego zdania, brzmiałoby ono:

„Tu i Teraz” pokochaj błędy, lecz długoterminowo – pracuj nad nimi.

Podziel się tym wpisem na swoich social mediach!

About the Author: Michal Macznik

Michał Mącznik – Trener z 18-letnim doświadczeniem, specjalista od Praktycznej Improwizacji i komunikacji. Założyciel i prezes Comedy Lab. Improwizator sceniczny. Łączy techniki impro z psychologią i nauką, dostarczając świeżą jakość w rozwoju osobistym.