BLOG – PRAKTYCZNA IMPROWIZACJA
Kiedy wiatr porywa Ci namiot (i plany). Dlaczego szukanie dyskomfortu, buduje elastyczność?
Wyobraź sobie ciemność. Jesteś na dzikiej plaży na La Gomerze, jednej z Wysp Kanaryjskich. Cztery kilometry od najbliższego miasta. Zero ludzi. Plaża odgrodzona jest dwiema pionowymi ścianami, z wąskimi ścieżkami blisko klifów. Zero zasięgu w telefonie. Nadchodzi zmrok, wieje silny wiatr. Jesteś tylko Ty i żywioł.
Znajdujesz miejsce na namiot, za stosem plażowych kamieni, które ktoś tu kiedyś ułożył i postanawiasz go rozłożyć w tym miejscu. Właśnie wtedy, w ułamku sekundy, potężny podmuch wiatru porywa Twój namiot – Twój jedyny dom na najbliższy tydzień – i ciska nim po całej plaży w stronę oceanu.
Rzucasz się w pogoń. Biegniesz po ciemku, walcząc z wiatrem. Udaje Ci się złapać materiał tuż przy linii wody, ale w tym samym momencie czujesz ostry ból. Stopa. Coś chrupnęło, coś się naciągnęło.
Leżysz na kamieniachu, trzymając w garści pognieciony namiot, z pulsującą kostką, w kompletnej dziczy.
To miała być pozytywna tygodniowa wyprawa życia. Plan był idealny: trekking przez całą wyspę, spanie na dziko, wolność. W jednej sekundzie ten plan przestał istnieć.
Dlaczego o tym piszę? Bo ta historia to nie tylko anegdota z moich wakacji. To brutalna lekcja elastyczności psychiczneji dowód na to, że nasza strefa komfortu rozszerza się tylko wtedy, gdy świadomie wystawiamy się na niewygodę.
Śmierć Planu A (i narodziny Planu B)
Tamtej nocy na plaży miałem dwa wyjścia:
- Załamać się (Sztywność): Wpaść w panikę, jakoś doczołgać się do miasta, wezwać pomoc, znaleźć hotel, przekląć ten wyjazd i wrócić do Polski pierwszym samolotem.
- Zaadaptować się (Elastyczność): Uznać fakt: „Okej, nie mogę chodzić po górach. Mój trekking się skończył. Ale gdy nastanie świt i jakoś doczołgam się do miasta, to wciąż jestem na pięknej wyspie. Co mogę z tym zrobić?”.
Wybrałem bramkę numer dwa. Postanowiłem przenieść się do innej miejscowości i może pospać na dziko na różnych plażach La Gomery. I tu zadziałała kolejna zasada improwizacji: akceptacja tego, co przynosi los.
Pierwotnie miałem jechać autobusem na północ, do miejscowości Agulo. Czekałem na przystanku, ale okazało się, że wcześniej podjechał inny autobus, jadący w zupełnie innym kierunku. Pomyślałem: „Czemu nie? Przecież mój plan i tak już nie istnieje. Zobaczmy, gdzie mnie to zabierze”. Wsiadłem.
Tak trafiłem do Valle Gran Rey. Zostałem „miejskim biwakowiczem” i zamieszkałem na dziko w okolicach tamtejszego portu. Przez kolejny tydzień obserwowałem życie z perspektywy, której nigdy bym nie poznał jako turysta w hotelu czy nawet piechur w górach. Widziałem, jak funkcjonują lokalni bezdomni, jak miasto budzi się o świcie, jak wygląda życie portowe od zaplecza. Poznałem wielu ludzi, którzy stracili dom nad głową i przeprowadziłem z nimi wiele ciekawych rozmów.
To było inne doświadczenie niż to, które planowałem. Które samo w sobie dostarczyło mi masę różnych niekomfortowych sytuacji. Wiele nowych lekcji. Ale czy gorsze? Totalnie nie. Było niezwykłe.
Trening czyni mistrza (Lekcja z brakiem prądu)
Gdybym opowiedział historię z La Gomery komuś przypadkowemu, mógłby powiedzieć jak w Chłopaki Nie Płaczą: „Wow, ale Ty masz silną psychikę”. Ale to nie jest kwestia „charakteru” danego nam przy urodzeniu. Ani silnej psychiki. To kwestia treningu i elastyczności, który odbywa się też w domu.
Kiedyś zapomniałem zapłacić rachunku za prąd. Pewnego dnia – pstryk – ciemność. Odcięli.
- Reakcja typowa: Wściekłość, dzwonienie na infolinię, panika, „jak ja sobie poradzę bez lodówki i Netflixa”.
- Moja reakcja: „Okej, nie ma prądu”.
Przez 3 dni gotowałem wodę w czajniku na gazie, funkcjonowałem przy świeczkach i po prostu zaakceptowałem nową rzeczywistość. Nie poruszyło mnie to emocjonalnie. Ot, sytuacja logistyczna do rozwiązania.
Dlaczego o tym wspominam? Bo nie dałbym rady zachować spokoju na tamtej plaży na Kanarach, gdybym wcześniej nie trenował na takich właśnie „małych katastrofach”.
- Gdybym nie przeżył braku prądu bez dramy.
- Gdybym wcześniej nie chodził sam nocą po lesie bo za późno dotarłem do jakiejś miejscowości.
- Gdybym nie spał w namiocie w deszczu i zimnie w Beskidach.
- Gdyby wcześniej nie spotkała mnie masa różnych bardzo niekomfortowych sytuacji.
To jest klucz do zrozumienia elastyczności.
Prawdziwa Wolność: Elastyczność finansowa i bytowa
Tu dochodzimy do najważniejszego punktu. Po co to wszystko? Czy tylko po to, żeby przetrwać na wyspie? Nie. Chodzi o WOLNOŚĆ.
Dzięki temu, że buduję swoją elastyczność, potrafię funkcjonować w dwóch światach:
- Świat Komfortu: Mam pieniądze, śpię w hotelu, jem w restauracji. Jest miło.
- Świat Dyskomfortu: Nie mam pieniędzy, śpię w namiocie lub samym śpiworze, jem to, co ugotuję na ognisku. I uwaga – też jest miło.
Ta umiejętność daje mi gigantyczne pole manewru. Pieniądze i luksus stają się dla mnie opcją, a nie warunkiem koniecznym do szczęścia. To sprawia, że mam większe pole do podejmowania decyzji życiowych. Mogę zaryzykować w biznesie, mogę rzucić pracę, mogę wyjechać w nieznane – bo wiem, że poradzę sobie niezależnie od stanu konta.
A moim zdaniem brak lęku przed dyskomfortem to najwyższa forma wolności. Bo możesz świadomie decydować o sobie.
Dlaczego musisz wystawiać się na bodźce?
Współczesny świat próbuje sprzedać nam ideę życia w komforcie. Miękkie łóżko, stała temperatura 21 stopni, Uber pod drzwi. Paradoksalnie, im bardziej nasze życie jest wygodne, tym bardziej nasz umysł staje się kruchy.
Gdy żyjesz tylko w strefie komfortu, każda anomalia (brak prądu, zgubiony bagaż, skręcona kostka) urasta do rangi katastrofy. Twój mózg nie ma w bazie danych folderu pt. „Radzenie sobie w kryzysie”, więc włącza panikę.
Wychodzenie ze strefy komfortu – czy to morsowanie, samotne podróże, czy akceptacja odciętego prądu – działa jak szczepionka.
- Desensytyzacja: Mózg uczy się, że dyskomfort (zimno, ciemność, ból) to nie śmierć. To tylko informacja.
- Zasoby: Budujesz poczucie sprawczości. „Skoro poradziłem sobie w ciemnym i zimnym polskim lesie z bolącymi nogami, to poradzę sobie ze skręconą nogą na Kanarach”.
- Neuroplastyczność: Nowe, trudne bodźce zmuszają mózg do tworzenia nowych połączeń. Stajesz się bardziej kreatywny w rozwiązywaniu problemów.
Szukaj Niewygody
Nie namawiam Cię, żebyś jutro leciał łamać nogi na bezludnych wyspach. Ale namawiam Cię do małych aktów buntu przeciwko wygodzie. Idź na spacer w deszczu bez parasola. Wyjedź gdzieś sam bez planu. Rzucaj przez jeden dzień monetą, która będzie za Ciebie podejmować drobne decyzje. Zrób coś, co Cię trochę przeraża.
Bo kiedy przyjdzie prawdziwy wiatr – a w życiu zawsze w końcu przychodzi wiatr – będziesz tym, który nie panikuje, tylko łapie namiot i buduje nowy obóz w innym miejscu.
Twoja elastyczność to mięsień. Jeśli go nie ćwiczysz, wiotczeje. Jeśli go trenujesz – przetrwasz wszystko.
PS Chcesz zobaczyć to na własne oczy?
Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądała ta wyprawa, skręcona kostka i spanie w porcie w Valle Gran Rey – nagrywałem z tego rolki! Wejdź na mój Instagram @michal_macznik – w archiwum wyróżnionych relacji znajdziesz całą moją podróż.
Chcesz wytrenować taką elastyczność (bezpiecznie)?
Jeśli czujesz, że Tobie przydałby się taki trening elastyczności i akceptacji, ale wolisz zacząć w bezpiecznych warunkach (zamiast na środku oceanu), zapraszam Cię na Warsztaty Praktycznej Improwizacji (WPI Poziom 1). Tam uczymy się, jak akceptować „gówniane oferty” losu, jak radzić sobie ze zmianą planów i jak czerpać radość z nieprzewidywalności.
👉 [Zapisz się na WPI Poziom 1 i zbuduj swoją odporność psychiczną]




