BLOG – PRAKTYCZNA IMPROWIZACJA
Co byś zrobił, gdyby Twoje zespoły spędzały mniej czasu na bronieniu swoich pomysłów, a więcej na ich wspólnym, kreatywnym budowaniu? Co jeśli „porażka” na spotkaniu nie kończyłaby się niezręczną ciszą, ale prowadziła do przełomu?
Większość firm walczy z tym samym:
- Burze mózgów są martwe. Wygrywa pomysł najgłośniejszej osoby (HiPPO – Highest Paid Person’s Opinion), a reszta zespołu milczy, bojąc się krytyki.
- Zespoły pracują w silosach. Brakuje prawdziwej współpracy, bo dominuje myślenie: „moja działka, mój pomysł”.
- Strach przed błędami zabija innowacje. Jeśli pracownicy boją się popełnić błąd, nigdy nie zaryzykują, by spróbować czegoś nowego.
A co, jeśli klucz do innowacji, zwinności i autentycznej współpracy nie leży w nowym oprogramowaniu, ale w zestawie zasad opracowanych w latach 30. XX wieku dla dzieci imigrantów w Chicago?
Brzmi niewiarygodnie? A jednak. Google, Pixar, Stanford University i dziesiątki firm z listy Fortune 500 inwestują w to potężne pieniądze. Mówimy o improwizacji stosowanej (applied improv).
To nie jest nauka „bycia śmiesznym”. To trening biznesowy w przebraniu zabawy. A jego historia pokazuje, dlaczego jest to dziś jedna z kluczowych kompetencji.
1. Początek: Viola Spolin i „Gry” budujące współpracę
Historia improwizacji stosowanej nie zaczyna się w świetle reflektorów, ale w pracy socjalnej. W latach 30. i 40. XX wieku w Chicago, Viola Spolin pracowała z dziećmi imigrantów. Zauważyła, że tradycyjne metody nauczania zawodzą. Dzieci były spięte, bały się oceny i nie potrafiły się zintegrować.
Spolin zrozumiała, że aby się otworzyć, muszą przestać „próbować” być dobrzy, a zacząć się „bawić”. Stworzyła serię „Gier Teatralnych” (Theater Games).
Przykład z biznesu: Gra „Lustro” (Mirror) Jedna z jej fundamentalnych gier polega na tym, że dwie osoby odwzorowują swoje ruchy tak idealnie, by obserwator nie wiedział, kto prowadzi, a kto podąża.
Dlaczego to działa? Celem Spolin nie było szkolenie aktorów. Jej celem było budowanie spontaniczności i współpracy. Gra „Lustro” nie uczy „grania”, ale skrajnej koncentracji na partnerze. To trening bycia „tu i teraz”, reagowania na to, co faktycznie się dzieje, a nie na to, co zaplanowaliśmy – czyli esencja aktywnego słuchania i adaptacji.
Jej rewolucyjna książka, „Improvisation for the Theater” (1963), skodyfikowała te gry. Położyła fundament pod ideę, że kreatywność i współpraca to umiejętności, które można trenować.
2. Scena Komediowa i Narodziny „Statusu”
Syn Violi Spolin, Paul Sills, w 1959 roku współtworzył w Chicago legendarny teatr The Second City. Użył gier swojej matki, by stworzyć nowy format komedii improwizowanej. Stamtąd wywodzą się takie legendy jak Bill Murray, Tina Fey czy Steve Carell.
Równolegle, w Anglii, inny wizjoner – Keith Johnstone – rozwijał własne metody (opisane w kultowej książce „Impro”).
Przykład z biznesu: Dynamika „Statusu” Najważniejszym wkładem Johnstone’a w świat biznesu jest jego badanie nad dynamiką statusu. Odkrył on, że każda interakcja międzyludzka to subtelna gra o status (kto dominuje – „podnosi swój status”, a kto ulega – „obniża go”).
Dlaczego to działa? Zrozumienie, jak świadomie zarządzać swoim statusem – kiedy być asertywnym liderem (wysoki status), a kiedy słuchającym, otwartym partnerem (obniżenie statusu, by zachęcić innych do mówienia) – jest dziś kluczowe w negocjacjach, przywództwie i sprzedaży.
3. Most do Biznesu: „Tak, i…” wchodzi na salony
W latach 80. i 90. absolwenci programów improwizacyjnych zaczęli robić kariery w korporacjach. Szybko zdali sobie sprawę, że problemy, z którymi borykają się zespoły biznesowe, to dokładnie te same problemy, które improwizacja rozwiązuje na scenie.
Narodził się termin „Applied Improv”.
Zasada 1: „Tak, i…” (Yes, and…)
To nie jest bezmyślna zgoda na wszystko. To fundamentalna zmiana sposobu myślenia:
- „Tak…” = Akceptuję twoją propozycję. Uznaję jej wartość i nie blokuję jej od razu. Słucham aktywnie.
- „…i…” = Dodaję coś od siebie. Buduję na twoim pomyśle, rozwijam go.
Kontrast: Kultura „Tak, ale…” W 9 na 10 firm dominuje kultura „Tak, ale…” („To dobry pomysł, ale nie mamy budżetu”, „Tak, ale próbowaliśmy tego 5 lat temu”). „Tak, ale…” to grzeczna forma „Nie”. Zabija pomysł i demotywuje osobę, która go zaproponowała. „Tak, i…” jest paliwem dla innowacji.
Zasada 2: „Popełniaj błędy z radością”
Na scenie improwizacji „błąd” (np. przejęzyczenie) nie jest końcem sceny – jest początkiem czegoś nowego, nieoczekiwanego. Improwizatorzy „podążają za błędem”.
Dlaczego to działa w biznesie? W korporacji strach przed błędem prowadzi do paraliżu. Zasada ta nie oznacza promowania bylejakości. Oznacza tworzenie bezpieczeństwa psychologicznego, gdzie błąd jest traktowany jako cenna informacja (data point), a nie powód do wstydu. To pozwala na szybkie prototypowanie i iteracje.
4. Google, Stanford i… Medycyna
Prawdziwy boom nastąpił, gdy zasady te podchwyciła Dolina Krzemowa. Firmy takie jak Google, Microsoft czy Pixarzrozumiały, że w świecie ciągłej zmiany (VUCA) to nie sztywne procedury, ale zwinność (agility) i współpraca są kluczem.
- Google i Bezpieczeństwo Psychologiczne: Słynny „Projekt Arystoteles” w Google wykazał, że bezpieczeństwo psychologiczne jest absolutnie najważniejszym czynnikiem sukcesu zespołu. A czym jest warsztat improwizacji, jeśli nie intensywnym, praktycznym treningiem budowania takiego bezpieczeństwa?
- Stanford d.school: W kolebce design thinking techniki improwizacji (jak „Tak, i…”) są wbudowane w proces, pomagając studentom i przedsiębiorcom szybko budować prototypy i nie przywiązywać się do pierwszego pomysłu.
- Agile i Scrum: Cała filozofia zwinnego zarządzania projektami opiera się na zasadach improv: reagowaniu na zmiany, ścisłej współpracy i skupieniu na teraźniejszości (a nie sztywnym planie).
Ale to nie tylko technologia. Szkoły medyczne (np. Northwestern University) używają improwizacji, by uczyć przyszłych lekarzy empatii i aktywnego słuchania w kontakcie z pacjentem. Prawnicy uczą się, jak być bardziej elastycznym na sali sądowej, gdy strategia idzie nie tak.
Zakończenie: Trening, a nie Magia
Historia improwizacji stosowanej zatoczyła pełne koło. Viola Spolin stworzyła swoje gry, by pomóc ludziom lepiej funkcjonować w grupie i radzić sobie z niepewnością. Scena komediowa była tylko (genialnym) produktem ubocznym.
Dziś, wracając do tych samych zasad w salach konferencyjnych, wracamy do pierwotnego celu Spolin. Improwizacja stosowana to nie „miękki” dodatek do szkolenia. To fundamentalny trening neurologiczny, który przez zabawę „przeprogramowuje” nasz mózg: ze strachu na ciekawość, z izolacji na współpracę i z blokowania na budowanie.





