BLOG – PRAKTYCZNA IMPROWIZACJA
Krótka Historia Improwizacji (Odc. 4): Szaman, mrok i „Gra”. Del Close, struktura Harolda i sztuka odklejania się od własnych myśli
Wyobraź sobie zadymione zaplecze chicagowskiego teatru na początku lat 80. XX wieku.
Improwizacja, którą dekady wcześniej zapoczątkowała Viola Spolin jako genialne narzędzie socjalizacji, a którą Keith Johnstone przekuł w Kanadzie w sportowe widowisko, właśnie święci w Stanach Zjednoczonych komercyjne triumfy. Ludzie walą drzwiami i oknami do legendarnych klubów The Second City. Widzowie śmieją się do łez, gdy aktorzy w zaledwie trzy minuty odgrywają absurdalne, pełne gagów skecze, po czym światła gasną i zaczyna się kolejna błyskawiczna gra. To bezpieczne, przewidywalne i wysoce opłacalne.
Dla większości artystów to szczyt marzeń. Ale w mrocznym rogu sali, w chmurze papierosowego dymu, siedzi człowiek, którego to wszystko fizycznie mierzi.
Nazywa się Del Close.
Del Close był postacią utkaną z absolutnych skrajności. Był genialnym reżyserem, mentorem i ojcem duchowym takich gigantów amerykańskiej komedii jak Bill Murray, John Belushi, Tina Fey, Mike Myers czy Amy Poehler. A jednocześnie był człowiekiem walczącym z potężnymi, osobistymi demonami, głębokimi uzależnieniami i własnym, bardzo mrocznym Cieniem.
Żeby zrozumieć, dlaczego ten jeden człowiek wywrócił świat improwizacji do góry nogami, musimy najpierw spojrzeć na to, skąd w ogóle wziął się w tym pokoju i dlaczego tak bardzo nienawidził „bezpiecznej” komedii.
Z cyrku do Chicago. Brakujące ogniwo, czyli The Compass Players
Kariera Dela to nie była gładka wspinaczka po szczeblach akademickiej drabiny – to był scenariusz szalonego filmu drogi. Urodził się w 1934 roku. Zanim na dobre osiadł w Chicago, uciekł z domu i pracował w wędrownych cyrkach jako połykacz ognia.
W 1955 roku los rzucił go w sam środek rewolucji, która miała na zawsze połączyć edukacyjne metody Violi Spolin ze światem dorosłej rozrywki. Wpadł w orbitę grupy studentów z Uniwersytetu Chicagowskiego, którzy właśnie założyli The Compass Players – pierwszą w historii USA profesjonalną, działającą w pełni na żywo trupę improwizacyjną.
The Compass Players to absolutnie kluczowy, często pomijany pomost w historii impro. Jak do tego doszło? Grupa została założona przez dwóch wizjonerów: Davida Shepherda i Paula Sillsa. Shepherd był intelektualistą i idealistą; marzył o stworzeniu „teatru proletariackiego”, w którym zwykli robotnicy mogliby po pracy przyjść do baru, napić się piwa i obejrzeć sztukę opowiadającą o ich prawdziwych problemach. Z kolei Paul Sills był synem… Violi Spolin. Sills powiedział Shepherdowi: „Jeśli chcesz robić teatr na żywo, oparty na tu i teraz, musimy użyć gier mojej matki”.
I tak zrobili. Na zapleczu baru Compass Tavern na uniwersyteckim kampusie zadziała się magia. Zaczęto używać „Gier Teatralnych” Spolin już nie do socjalizowania dzieci imigrantów, ale do tworzenia bezlitosnej, błyskotliwej, politycznej i społecznej satyry dla dorosłych. Aktorzy wychodzili na scenę, brali z publiczności wycinki z dzisiejszych gazet i na bieżąco, na oczach popijających piwo widzów, tworzyli z tego inteligentne sztuki teatralne.
Kiedy młody Del Close dołączył do The Compass Players, chłonął tę wiedzę jak gąbka. Bezpośrednio z rąk Paula Sillsa nauczył się uciszania Wewnętrznego Cenzora i zgody na sceniczną pomyłkę. Zrozumiał, że metody Spolin można „zhakować” – użyć ich nie tylko do edukacji, ale do stworzenia potężnej sztuki scenicznej.
Narkotyczne lata 60. i przekleństwo The Second City
Compass Players mieli jednak krótkie, burzliwe życie. Grupa wkrótce się rozpadła, a lata 60. przyniosły rewolucję kontrkulturową, w którą Del wskoczył na główkę.
Przeniósł się do San Francisco. Włóczył się z „Merry Pranksters” Kena Keseya (autora Lotu nad kukułczym gniazdem), projektował eksperymentalne oświetlenie na pierwsze koncerty Grateful Dead, testował granice własnej świadomości za pomocą psychodelików, potężnie uzależnił się od heroiny i alkoholu, i kilkukrotnie – nieraz na własne życzenie – lądował w zamkniętych szpitalach psychiatrycznych.
To właśnie w szpitalach, obserwując pacjentów ze schizofrenią, Close dokonał przełomowego odkrycia. Zauważył, że „szaleńcy” nie mówią rzeczy losowych. W ich umysłach istnieje żelazna, wewnętrzna logika. Nawet najdziwniejsze wizje miały swój rygorystyczny wzorzec. Del zrozumiał, że prawdziwe szaleństwo – i prawdziwy geniusz na scenie – polega na bezwarunkowym uwierzeniu w nową rzeczywistość i budowaniu na niej z żelazną konsekwencją.
Po latach narkotycznych eskapad wrócił do Chicago i w latach 70. stał się głównym reżyserem The Second City.
The Second City wyrosło bezpośrednio z popiołów The Compass Players i stało się fabryką talentów dla legendarnego programu Saturday Night Live. Ale oparte było na innym, wysoce komercyjnym modelu. Improwizacja rzadko była tam pokazywana widowni jako produkt ostateczny. Służyła głównie jako darmowa maszynka do pisania. Wieczorem grano biletowany, wyreżyserowany spektakl ze skeczami. Dopiero po nim następował darmowy, nocny występ, na którym aktorzy improwizowali na żywo. Jeśli z tego chaosu wyłoniło się coś śmiesznego, spisywano to i wprowadzano jako gotowy, „sztywny” skecz do głównego przedstawienia.
(Byłem w Second City w Toronto kilka razy i ta struktura przetrwała do dziś. Jak idziesz tam na jakieś impro show, to możesz być pewien, że wiele scen które zobaczysz, to dopracowane skecze, a nie impro. Oczywiście jest też przestrzeń na impro, ale na pewno nie w takim zakresie jak na przykład w Polsce, gdzie zwykle całe show jest na nim oparte).
Dla Dela komedia bez scenariusza była celem samym w sobie. Pełnoprawną formą sztuki (jak jazz), w której chodzi o tu i teraz, o proces i ryzyko, a nie o powtarzalny, „wyczyszczony” z emocji produkt. Patrząc, jak improwizacja służy tylko za podrzędne „narzędzie na zapleczu”, czuł fizyczny ból.
Ostatecznie Del odszedł (a częściowo został zwolniony ze względu na swoje uzależnienia). Zaczął burzyć i wadzić w komercyjnym domu, który sam pomagał budować.
Narodziny laboratorium i „Prawda w komedii”
W 1981 roku na jego drodze stanęła Charna Halpern. Prowadziła w Chicago własny, raczkujący projekt o nazwie ImprovOlympic (iO). Pierwotnie iO miało być lokalną odpowiedzią na popularny, sportowy format Theatresports Keitha Johnstone’a. Kiedy Halpern poprosiła Dela o współpracę przy reżyserii, ten postawił twardy warunek: wyrzucamy punkty, sędziów i rywalizację przez okno. Zaczynamy szukać głębi.
Pod batutą Dela i Charny, iO z przeciętnego konkursu talentów zmieniło się w istne laboratorium. Schronienie dla komediowych dziwaków, dla których sztampowa formuła była zbyt ciasna.
W tym laboratorium królowała wyłącznie wolna, niczym nieograniczona Długa Forma. To tu narodził się manifest, który do dziś stanowi mantrę każdego profesjonalnego improwizatora: Truth in Comedy (Prawda w komedii).
Młodzi artyści zwalniali się z dobrze płatnych prac, spali w teatrze na podłodze, głodowali, byle tylko móc zagrać w eksperymentalnym spektaklu i usłyszeć mroczną, szorstką ocenę Dela. Zamieniali bezpieczeństwo na katharsis, uwalniając swoje najgłębsze lęki bezpośrednio na scenie. Jak uczył Del:
„Nie próbuj być zabawny. Bądź szczery. Prawda jest wystarczająco dziwna i śmieszna”.
Odkrycie 1: Anatomia prawdy i narodziny „The Game”
Sposób pracy Close’a wywoływał drżenie rąk. Siedział w mroku widowni, odpalając papierosa od papierosa. Kiedy improwizator wchodził na scenę i w stresie opowiadał wymyślony w głowie dowcip, by zyskać tani śmiech, Close potrafił brutalnie przerwać scenę i wykrzyczeć z ciemności: „Bzdura!” albo „Kłamstwo!”.
Uważał, że żart to po prostu tarcza Wewnętrznego Cenzora, który panicznie boi się prawdziwej emocji. Uczył, że komedia musi wynikać z organicznej prawdy i uważnego szukania wzorców w ludzkim zachowaniu (preferował często styl zwany Slow Comedy – poetycki, oparty na prawdziwych emocjach i wymagający potężnej cierpliwości na scenie).
To ziarno „Prawdy” zakiełkowało i rozwinęło się w potężny system za sprawą kolejnej legendarnej instytucji. Jego najwybitniejsi uczniowie – Matt Besser, Ian Roberts, Matt Walsh i Amy Poehler – postanowili wziąć tę szamańską wiedzę i podbić nią Nowy Jork. W 1996 roku założyli kultowy teatr Upright Citizens Brigade (UCB).
Założyciele UCB wzięli artystyczną obsesję Close’a na punkcie prawdy, odrzucili jego narkotyczny chaos i przekuli to w absolutnie precyzyjną, rygorystyczną, wręcz inżynieryjną naukę, zwaną Grą Sceniczną (The Game of the Scene).
To oni sformułowali zasadę budowania bazy rzeczywistości (Base Reality), w której niespodziewanie pojawia się jeden, pierwszy dziwny element (the unusual thing). Załóżmy, że dwóch facetów grabi liście w ogrodzie. Nagle jeden z nich irytuje się, że liście są „zbyt mało symetryczne”. Słaby aktor zignorowałby to i zaczął opowiadać wyuczony dowcip. Profesjonalista włącza Uptime i stosuje najważniejsze, wykuwane na nowojorskich scenach równanie: „Jeśli to jest prawda, to co jeszcze jest prawdą?” (If this is true, what else is true?).
Jeśli facet obsesyjnie dba o symetrię liści, to znaczy, że w tym świecie absurd staje się logiką. Drugi aktor wchodzi z nim w tę rygorystyczną „Grę”. Zamiast z niego drwić, zaczyna mu pomagać. Układają liście od linijki, sortują je odcieniami brązu, wzywają architekta krajobrazu. Komizm UCB nie wynika z opowiadania dowcipów, ale z bezlitosnego trzymania się absurdalnej logiki „Gry”.
Odkrycie 2: Harold i Grupowy Umysł (Group Mind)
Marzeniem Dela było udowodnienie, że zespół improwizatorów potrafi wejść na scenę zupełnie bez przygotowania, poprosić widownię o zaledwie jedno słowo inspiracji i wykreować z tego potężny, godzinny, wielowątkowy spektakl.
W latach 80., pracując w ImprovOlympic, wyciągnął na światło dzienne strukturę zwaną Haroldem (której zręby powstały jeszcze w 1967 w San Francisco). Tak wykuwała się w ostatecznej formie Długa Forma (Long Form).
Harold nie był linearną opowieścią. Przypominał wieloczęściową, potężną symfonię. Był misterną siatką pozornie niepowiązanych ze sobą scen, gier grupowych, monologów i asocjacji. Zespół wyprowadzał z jednego słowa trzy różne wątki fabularne. Z czasem te wątki zaczynały się przeplatać i zderzać ze sobą, by spleść się w finale w jedną całość, wywołując u widzów intelektualne dreszcze.
Żeby jednak dziesięciu aktorów bez słowa narady poskładało na żywo takie puzzle – musieli wejść na poziom, który Del nazywał Umysłem Grupowym (Group Mind). Wierzył, że zgrany zespół potrafi wytworzyć rodzaj wspólnego układu nerwowego.
Odkrycie 3: Polifonia umysłu, Cień i Defuzja Poznawcza
Aby zbudować „Grupowy Umysł”, improwizator musiał absolutnie i bezgranicznie zaufać swojej własnej podświadomości. Błyskawicznie podążać za najdziwniejszymi skojarzeniami.
Większość z nas ma z tym gigantyczny problem. Kiedy w naszej głowie pojawia się dziwny, mroczny albo abstrakcyjny pomysł, kora przedczołowa uderza na alarm: „Nie mów tego! To bez sensu! Wyjdziesz na wariata!”. Close zauważył, że ludzie utożsamiają się ze swoimi myślami. Jeśli pojawiała się w ich głowie „głupia” myśl, uważali, że sami w swojej istocie są głupi. Cenzurowali instynkty i serwowali widowni i partnerom wypraną z emocji nudę.
Jako mentor Del uczył czegoś, co wyprzedzało o dekady to, co dziś w nowoczesnej terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) nazywamy Defuzją Poznawczą. Defuzja to potężny proces „odklejania się” od własnych myśli.
Na Warsztatach Praktycznej Improwizacji (szczególnie na Poziomie 3 – Inner Game) tłumaczę to koncepcją Polifonii Umysłu: Ty nie jesteś swoimi myślami. Ty jesteś Reżyserem, a Twoje myśli to tylko Aktorzy, którzy wchodzą na scenę Twojego umysłu. Mamy w sobie aktora racjonalnego (księgowego), znerwicowanego tchórza, absurdalnego błazna i mroczny, wyparty Cień. Tradycyjne wychowanie i korporacyjne maski domagają się, by tych nieprzewidywalnych aktorów siłą zrzucać ze sceny.
Del Close mówił: nie walcz z nimi. Zasada brzmiała „Follow the fear” (Podążaj za strachem). Wpuść tych aktorów na scenę. Zaakceptuj fakt, że ryzykowna myśl się pojawiła, obejrzyj ją z ciekawością, a następnie po prostu nadaj jej kierunek. Stajesz się przepustowym kanałem dla skojarzeń.
Odkrycie 4: „Traktuj partnera jak poetę”
Ostatnim wkładem Close’a w świat komunikacji była zasada, która do dziś pozostaje Świętym Graalem współpracy.
We wczesnych, nastawionych na rywalizację formach improwizacji aktorzy często rzucali sobie kłody pod nogi. Jeśli ktoś powiedział coś nielogicznego, partner wytykał to, celowo obniżając jego status. Close stanowczo tego zakazał. Stworzył dewizę:
„Treat your partner like a poet, and they will be one” (Traktuj swojego partnera jak poetę, a stanie się nim).
Del połączył Punkt Skupienia (od Spolin) z podnoszeniem statusu (od Johnstone’a). Jeśli Twój partner niespodziewanie rzuca kwestię, która brzmi jak totalny błąd lub bełkot, Twoim obowiązkiem nie jest go wyśmiać. Twoim obowiązkiem jako współpracownika jest uwierzyć, że w tym bełkocie ukryta jest najgłębsza, wybitnie poetycka mądrość. Przyjmujesz jego wypowiedź i tak nadajesz jej sens własną odpowiedzią, by udowodnić ten ukryty geniusz przed światem. Musisz zracjonalizować jego pomyłkę i nadać jej ramy sztuki.
W moich szkoleniach często powtarzam tę genialną zasadę: „Spraw, by Twój partner wyglądał dobrze, a ty też będziesz wyglądać dobrze, bo cała wasza scena wypadnie genialnie” (Make your partner look good). Czy ta zasada to wymysł Dela Close’a? Wszystko wskazuje na to, że ta współczesna zasada impro wzięła się właśnie od Dela i traktowania innych jak poetów.
Co z tego masz dla siebie w XXI wieku?
Długa forma to mistrzowski trening zarządzania własnym umysłem. Pomyśl o tym w kontekście nowoczesnej firmy:
- Cierpliwość („Slow Comedy”) a biznesowy pośpiech: Del uczył, że największym grzechem twórcy jest desperacka, lękowa próba udowodnienia swojej wartości już w pierwszej sekundzie. W biznesie to genialna lekcja cierpliwości strategicznej: nie skacz do pierwszego, najbezpieczniejszego pomysłu. Wytrzymaj ciszę. Rozwiązanie pojawi się samo.
- Zasada Poety na spotkaniach: Wyobraź sobie organizację, w której lider podchodzi do pomysłów zespołu z założeniem „ukrytego sensu”. Zamiast zamykać dyskusję słowami: „To nie wypali, nie mamy budżetu”, mówi: „Zaraz, spójrzmy na to z innej strony. Jeśli wykorzystamy rdzeń Twojego pomysłu do tego drugiego projektu, rozwiązujemy nasz największy problem!”.
Zespół, w którym ludzie celowo podnoszą swój status nawzajem, zdejmują presję oceny z pojedynczych pomysłów i wykorzystują równanie z UCB („Jeśli to jest prawda, co jeszcze jest prawdą?”), staje się niezniszczalny. Del Close uczył tego dekady temu, zanim Dolina Krzemowa zaczęła w ogóle odmieniać słowo Agile przez przypadki.
Historię ewolucji teatru mamy już za sobą. Widzieliśmy gry statusowe na włoskich targach (odc. 1), uciszanie Wewnętrznego Cenzora w świetlicach (odc. 2), zrzucanie zbroi doskonałości w Londynie (odc. 3) i zarządzanie mrokiem poprzez Długą Formę (odc. 4).
Większość głównych ideii i zasad, które wpłynęły na współczesne impro już mamy. Zanim jednak z tą wiedzą wkroczymy na współczesne sale konferencyjne i do świata biznesu (co zrobię omawiając fenomen Applied Improvisation), to chciałbym zrobić jeszcze jeden, niezwykle ważny przystanek. (a może nawet dwa – bo cały czas chodzi mi po głowie epilog na temat tego jak wygląda to obecnie w Polsce – głównie w świecie rozrywkowym).
Pewne jest to, że w kolejnym, piątym odcinku sprawdzimy, co się stało, gdy ta mroczna, undergroundowa sztuka wpadła w sidła… komercyjnej telewizji. Będzie trochę o Whose Line Is It Anyway (btw. od tego programu zaczęła się moja przygoda z impro) i prześledzimy, jak impro przejęło Hollywood.
POZOSTAŁE CZĘŚCI KRÓTKIEJ HISTORII IMPRO:
Krótka Historia Impro CZ.1 – Commedia Dell’Arte I Początki Improwizacji
Krótka Historia Impro CZ. 2 – Jak Viola Spolin zhackowała nasz lęk przed błędem
Krótka Historia Impro CZ.3 – Keith Johnstone, urok bycia przeciętnym i oswajanie Statusu.
Podziel się tym wpisem na swoich social mediach!
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub w jakiś sposób Ci pomógł, możesz mi w zamian postawić kawę przez BuyCoffe.to 😉




