Sztuka (nie)czucia. Kiedy warto odciąć się od emocji, a kiedy to najgorszy pomysł?

Sztuka (nie)czucia. Kiedy warto odciąć się od emocji, a kiedy to najgorszy pomysł?
W trzech zdaniach

Współczesna psychologia, nurt self-care i szeroko pojęty rozwój osobisty powtarzają jak mantrę: „Bądź autentyczny”, „Poczuj to”, „Nie tłum w sobie emocji”, „Płacz, jeśli masz ochotę”. I co do zasady – zgadzam się z tym w 100%. Baaa, sam przecież tego uczę na moich warsztatach. Akceptuj swoje emocje, ponieważ to bezcenne informacje i drogowskazy.

Ale czy są chwile, w których warto świadomie wyłączyć emocje? Są — i wcale nie te, które myślisz.

Ale wyobraź sobie chirurga, który w trakcie skomplikowanej operacji na otwartym sercu zaczyna płakać nad losem pacjenta i drżą mu ręce ze wzruszenia. Tutaj pewnie pojawiają się wam „przebitki” z filmów o chirurgach, gdzie lekarz chce uratować swojego bliskiego. Albo pilota samolotu, który wpada w panikę podczas turbulencji, bo jest „w pełnym kontakcie ze swoim lękiem” i chce być autentyczny wobec pasażerów. Albo improwizatora, który po nieudanej scenie obraża się na swoją grupę, siada na brzegu sceny i odmawia dalszej gry, bo ktoś go zablokował i „czuje głęboki smutek i odrzucenie”. Pewnie te przykłady mogą się wydać zabawne. A wiecie dlaczego są zabawne? Bo są nieadekwatne do sytuacji (co wywołuje zapewne uśmiech, śmiech lub przynajmniej konsternację).

Prawda, o której rzadko się mówi, jest taka, że umiejętność świadomego odcięcia się od emocji jest tak samo ważna, jak umiejętność ich czucia. To nie jest wada – to narzędzie przetrwania. Kluczem do zdrowia psychicznego nie jest bycie w ciągłym, intensywnym czuciu, ale elastyczność – wiedza KIEDY, W JAKIM CELU i NA JAK DŁUGO to robisz.

Jako, że ostatnio w kilku rozmowach w różnych kontekstach ten temat do mnie powracał, to dziś o tym, jak używać „emocjonalnego wyłącznika” w sposób, który Ci służy, a nie niszczy, i dlaczego śmiech jest najlepszym, ewolucyjnym zaworem bezpieczeństwa. Powiem więcej. Sam w życiu przechodziłem przez różne skrajne fazy i odbijałem się od totalnego odcinania się od emocji w trakcie trudnych sytuacji i depresji, do drugiej skrajności, czyli totalnego akceptowania swoich uczuć i bycia zalewanym przez emocje. Więc również na własnej skórze poczułem jakie są korzyści i straty, każdego z tych stanów. Ale też z wiekiem nauczyłem się jak znaleźć u siebie złoty środek. I tak, da się tego nauczyć. Co prawda nie jest, to proste i szybkie, ale na pewno można nad tym pracować.

Kiedy WARTO się odciąć? (Tryb Zadaniowy i Dysocjacja Adaptacyjna)

W psychologii nazywamy to dysocjacją adaptacyjną, „zimną krwią” lub kompartmentalizacją (mega trudne słowo, więc w uproszczeniu: szufladkowaniem). To stan, w którym Twój mózg – często automatycznie, w obronie przed przeciążeniem – przełącza wajchę z „czucia” na „działanie”. Kora przedczołowa przejmuje stery, wyciszając ciało migdałowate.

Warto (a nawet dobrze) skorzystać z tego mechanizmu, gdy:

  1. Działasz w nagłym kryzysie: Gdy pęka rura i zalewa mieszkanie, ktoś mdleje na ulicy albo sypie się kluczowy projekt na 5 minut przed deadline’em. Wtedy emocje (strach, panika, rozpacz) są tylko „szumem informacyjnym”. Musisz wejść w tryb robota: Diagnoza -> Decyzja -> Działanie. W tym momencie dostęp do zasobów logicznych jest ważniejszy niż dostęp do wrażliwości.
  2. Pełnisz rolę lidera lub opiekuna: Gdy Twoje dziecko rozbija kolano i krzyczy z bólu, Twój własny strach czy współczucie muszą zejść na drugi plan. Twoim zadaniem jest dać mu poczucie bezpieczeństwa. Jeśli Ty wpadniesz w histerię, dziecko straci oparcie. Twoje emocje nie mogą zalać osoby, której masz pomóc. Lider w czasie burzy nie może biegać po pokładzie i krzyczeć, że wszyscy zginą – nawet jeśli tak czuje. Lepiej się odciąć.
  3. Wymaga tego profesjonalizm: Na scenie, podczas negocjacji czy na spotkaniu zarządu, trema, złość na kolegę czy prywatne smutki muszą zostać „zaparkowane”. W impro to po prostu „granie do końca”, nawet jeżeli długa forma wykrzaczyła się już w połowie. Widza nie interesuje, że masz gorszy dzień. Wchodzisz w rolę i dostarczasz wartość. To nie jest fałsz – to jest warsztat.

Haczyk: Dług Emocjonalny

To odcięcie musi być jednak świadome i tymczasowe. Działa to jak karta kredytowa. Bierzesz „kredyt energetyczny” od swoich emocji:

„Nie czuję tego teraz, żeby móc działać i przetrwać, ale obiecuję sobie, że wrócę do tego wieczorem”.

Jeśli nie spłacisz długu (nie popłaczesz, nie wykrzyczysz się, nie przegadasz tematu po fakcie), odsetki urosną do rozmiarów, które Cię zniszczą.

A co, gdy świat się wali? (Depresja, Żałoba i Przetrwanie)

Jest jeszcze jeden, bardzo specyficzny rodzaj odcięcia. To sytuacja, w której Twój wewnętrzny świat płonie (śmierć bliskiej osoby, głęboka depresja, trauma), a świat zewnętrzny wciąż wymaga od Ciebie funkcjonowania: musisz iść do pracy, nakarmić dzieci, zapłacić rachunki. Wtedy odcięcie emocji nie jest wyborem taktycznym. Jest mechanizmem przetrwania.

Psycholodzy nazywają to „funkcjonalnym zamrożeniem”. Twoja psychika, wiedząc, że pełne przeżywanie bólu w tym momencie uniemożliwiłoby Ci wstanie z łóżka, „znieczula Cię”. Działasz na autopilocie. Robisz zakupy, odpisujesz na maile, uśmiechasz się do klientów, a w środku jesteś pusty lub martwy.

Czy to jest złe?

Nie. W fazie ostrego kryzysu to często jedyne, co trzyma Cię przy życiu. To jak morfina podana na polu walki – nie leczy rany, ale pozwala dojść do punktu opatrunkowego.

Gdzie jest pułapka?

Pułapka pojawia się wtedy, gdy „autopilot” staje się jedynym trybem, a Ty uznajesz, że „już sobie poradziłeś”, bo przecież pracujesz i funkcjonujesz. To znieczulenie ma datę ważności. Żałoba czy depresja upchnięte w „piwnicy podświadomości” nie znikają. One czekają. Dlatego, jeśli musisz się odciąć, żeby przetrwać i zarobić na chleb – zrób to. Nie miej wyrzutów sumienia, że „nie przeżywasz żałoby wystarczająco głęboko”. Twoja psychika Cię chroni.

Ale pamiętaj: kiedy tylko poczujesz, że masz bezpieczną przestrzeń (weekend, terapia, ramię przyjaciela) – pozwól tej tamie pęknąć. Musisz upuszczać ciśnienie, choćby małymi dawkami, żeby ten autopilot nie stał się Twoim grobowcem.

Zanim pójdziesz dalej

Chcesz przećwiczyć to, o czym czytasz, zamiast tylko o tym przeczytać?

Zobacz karty do ćwiczenia
Górne fragmenty trzech kart z talii Karty Impro

Kiedy NIE WOLNO się odcinać? (Tryb Zombie i Koszty Znieczulenia)

I właśnie problem zaczyna się wtedy, gdy „tymczasowe odcięcie” staje się Twoim domyślnym stylem życia. Gdy nosisz zbroję nie tylko na wojnie, ale też w sypialni, na wakacjach i podczas zabawy z dziećmi.

Nie warto odcinać się, gdy:

  • Jesteś w bezpiecznej relacji: Nie da się zbudować bliskości na chłodno. Intymność wymaga wrażliwości i odsłonięcia miękkiego podbrzusza. Jeśli odcinasz się od trudnych emocji przy partnerze (bo „musisz być silny/a”), budujesz mur. Partner czuje chłód i dystans, a nie Twoją siłę. Relacja staje się transakcją, a nie więzią.
  • Sygnały wracają jako psychosomatyka: Ciało prowadzi bardzo dokładną księgowość. Jeśli latami ignorujesz smutek, złość czy lęk, one nie znikają w eterze. Zostają upchnięte w tkankach. Wracają jako przewlekłe migreny, bóle pleców, wrzody żołądka, napięciowe bóle mięśni czy bezsenność. To krzyk emocji, którym zakleiłeś usta taśmą.
  • Chcesz czuć radość (Pułapka selektywności): Brené Brown, badaczka wstydu i wrażliwości, odkryła brutalną prawdę: Nie da się znieczulić selektywnie. Nie możesz powiedzieć: „Zablokuję tylko lęk, wstyd i smutek, a radość i miłość zostawię”. Kiedy znieczulasz trudne emocje, znieczulasz cały system. Przestajesz czuć ból, ale przestajesz też czuć ekscytację, wdzięczność i zachwyt. Stajesz się emocjonalnym zombie – funkcjonujesz, jesteś efektywny/a, nic Cię nie boli, ale Twoje życie smakuje jak tektura.

Śmiech: Tajny, biologiczny zawór bezpieczeństwa

A co zrobić w sytuacji granicznej? Gdy emocje są tak trudne, ciężkie i przytłaczające, że ani „czucie ich w pełni” (bo nas zaleją i zniszczą), ani „sztywne odcięcie się” (bo zaraz wybuchniemy) nie wydaje się dobre?

Tutaj wchodzi ŚMIECH.

Często myślimy o śmiechu jako o reakcji na coś zabawnego, na żart. Ale w psychologii, biologii i improwizacji śmiech pełni o wiele ważniejszą funkcję: jest mechanizmem rozładowania napięcia. To zawór bezpieczeństwa, który chroni „kocioł” przed eksplozją.

  1. Czarny humor i śmiech przez łzy: Dlaczego ludzie śmieją się na stypach? Dlaczego ratownicy medyczni, lekarze i policjanci słyną z wisielczego, czarnego humoru? To nie jest brak szacunku ani cynizm. To ich układ nerwowy desperacko próbuje zrzucić nadmiar kortyzolu i adrenaliny, żeby mogli dalej pracować i nie zwariować. Śmiech w obliczu tragedii to objaw zdrowia psychicznego – to znak, że mózg szuka dystansu.
  2. Śmiech jako akt akceptacji: Na moich warsztatach mam technikę „TeeeeReeeee”. Kiedy coś totalnie zepsujesz, zamiast się kulić – podnosisz ręce, krzyczysz „teeereeeee” i śmiejesz się z tego. Kiedy śmiejesz się ze swojej porażki lub trudnej sytuacji, odbierasz jej władzę nad sobą. Śmiech mówi: „To jest straszne, to jest trudne, ale ja wciąż tu jestem, żyję i mam do tego dystans. Nie zabiło mnie to”.

Śmiech pozwala na chwilę „zresetować” system, dotlenić mózg (dosłownie!) i spojrzeć na problem z innej perspektywy – nie z perspektywy ofiary, ale obserwatora.

Wniosek? Bądź jak woda, nie jak lód

Sztuka życia i improwizacji nie polega na tym, by zawsze być „otwartą raną” i czuć wszystko na 100%. Nie polega też na tym, by być „zimnym draniem” w zbroi.

Jak zawsze chodzi o znalezienie w tych skrajnościach środka i o elastyczność. Miej dostęp do swojego „wyłącznika emocji”, żeby przetrwać pożar, uratować projekt i być oparciem dla innych. Ale miej też odwagę włączyć go z powrotem, gdy wrócisz do domu, do bezpiecznej przystani. A kiedy życie przyciśnie Cię tak mocno, że nie wiesz, czy płakać, czy krzyczeć – po prostu się zaśmiej. Nawet jeśli to będzie śmiech przez zaciśnięte gardło. To pierwszy krok do tego, by puściło.

Dlatego jak się znieczuliłeś/aś za bardzo, śmiej się i popuszczaj (brzmi jak tytuł mojej nowej książki xD)

Badania i źródła

Michał Mącznik
O autorze

Michał Mącznik

Prowadzę warsztaty od 2007 roku, praktyczną improwizację od 2009 — wtedy w Polsce nie było od kogo się jej nauczyć, więc uczyłem się na własnych salach. Współautor „Praktycznej Improwizacji". Piszę o statusie, spontaniczności i tym, co naprawdę wynika z badań.

W tym tekście
Najbliższa edycja

WPI — Warsztaty Praktycznej Improwizacji, Poziom 1

Osiem spotkań w Krakowie, w małej grupie. Praktyka, nie teoria — ćwiczysz na żywo to, o czym czytasz.


Zostały 4 miejsca

Zobacz terminy

★★★★★

„Po trzech spotkaniach przestałam układać zdania w głowie, zanim je powiem.”

Nina · absolwentka WPI P1

Przeczytane. I co teraz?

Tych dwóch sekund nie skrócisz czytaniem

Potrzebujesz sali, grupy i kogoś, kto patrzy. Osiem spotkań w Krakowie — od tego zaczyna każdy, kto tu trafia.