BLOG – PRAKTYCZNA IMPROWIZACJA
Anatomia Dyskomfortu. Dlaczego nowe sytuacje „bolą” i jak nauka uczy nas z nimi tańczyć?
Wyobraź sobie, że stoisz przed drzwiami. Za nimi czeka nowa sytuacja: pierwsze spotkanie z ważnym klientem, wejście na salę pełną obcych ludzi, a może pierwsza w życiu lekcja improwizacji.
Zanim w ogóle naciśniesz klamkę, Twoje ciało zaczyna wariować. Żołądek zaciska się w ciasny supeł, serce bije szybciej, dłonie robią się wilgotne, a w głowie odpala się Wewnętrzny Cenzor, który krzyczy: „Uciekajmy! To nie dla nas. Zrobimy z siebie idiotów”.
Wielu z nas w tym momencie cofa rękę. Uznajemy, że skoro czujemy tak potężny dyskomfort, to znaczy, że „nie jesteśmy gotowi”. Czekamy na ten magiczny dzień, w którym wreszcie poczujemy się w 100% pewni siebie i w którym strach po prostu zniknie. Nawet na zajęcia z impro do mnie przychodzą osoby, które mówią, “że się nie nadają do improwizacji” bo czują ten dyskomfort przed scenami. A ja mam wtedy takie… „to jak chcesz się tego nauczyć nie czując dyskomfortu?”. Bo ta niewygoda, to jest coś całkowicie naturalnego!
I problem w tym, że ten dzień w którym strach i dyskomfort całkowicie znika nigdy nie nadejdzie.
Aby przejąć stery nad własnym życiem, musimy całkowicie zmienić nasz stosunek do niewygody. Musimy zrozumieć brutalną, biologiczną prawdę: dyskomfort w nowej sytuacji nie jest błędem systemu. Jest jego naturalną, zaprogramowaną funkcją. Co więcej – jest absolutnie jedynym dowodem na to, że właśnie się rozwijasz.
Wielkie kłamstwo rozwoju osobistego!
Przez lata kultura pop-psychologii wmawiała nam, że docelowym stanem człowieka jest „dobrostan”, ciągły relaks i poczucie absolutnej pewności siebie. I o zgrozo, to jest prawdopodobnie najbardziej fatalne i najmniej rozwojowe podejście do rozwoju osobistego, jakie można sobie wyobrazić (no, może poza czystym myśleniem życzeniowym :P). Uczy nas się stawać przed lustrem i powtarzać: „Jestem zwycięzcą, jestem zajebista, dam radę”, podczas gdy w środku trzęsiemy się ze strachu. Twój mózg doskonale wie, że go okłamujesz, a ten sztuczny dysonans tylko potęguje stres.
W efekcie, kiedy uderza w nas trudna rzeczywistość, natychmiast uznajemy, że coś z nami nie tak. Siedzisz nad materiałami do trudnego egzaminu lub próbujesz opanować nową procedurę w pracy, Twój mózg dosłownie paruje z wysiłku, czujesz fizyczny dyskomfort i myślisz: „Jestem za głupi, inni łapią to szybciej”. Albo dostajesz awans, uderza w Ciebie potężny Syndrom Oszusta i pomimo powtarzania szkodliwych afirmacji o własnej wspaniałości, i tak czujesz się jak przebieraniec, który zaraz zostanie zdemaskowany. Biczujemy się: „Inni sobie radzą na luzie, a ja znowu panikuję. Jestem zepsuty/a”.
Zdejmijmy z tego ten ciężar raz na zawsze. Nie jesteś zepsuty/a!
Jeszcze raz, bo to musi mocno wybrzmieć: NIE JESTEŚ ZEPSUTY/A!
Kiedy wychodzisz poza to, co znane, Twoje ciało musi zareagować napięciem. Gdyby nie reagowało, oznaczałoby to, że masz uszkodzony układ nerwowy. Dyskomfort to nie jest dowód Twojej słabości ani braku inteligencji. To po prostu opłata klimatyczna, którą każdy z nas musi zapłacić za wejście na nowe terytorium.
Zrozum swojego Ochroniarza (Biologia Lęku)
Dlaczego nowa sytuacja fizycznie boli? Odpowiada za to ciało migdałowate (amygdala) – najstarsza, ewolucyjna część Twojego mózgu, która pełni funkcję wewnętrznego radaru zagrożeń.
Dla ciała migdałowatego równanie jest bardzo proste: ZMIANA = NIEPEWNOŚĆ = ZAGROŻENIE ŻYCIA.Dziesiątki tysięcy lat temu na sawannie wyjście poza znane, sprawdzone terytorium oznaczało zazwyczaj spotkanie z drapieżnikiem. Przetrwali ci z naszych przodków, którzy panicznie bali się nowości.
Kiedy dzisiaj idziesz na networking lub zabierasz głos na spotkaniu, Twój mózg nie wie, że to tylko bezpieczne rozmowy o biznesie przy kawie. On widzi „nieznane stado” i reaguje wyrzutem kortyzolu i adrenaliny, szykując Cię do ucieczki. Dyskomfort, który czujesz, to po prostu Twój prehistoryczny ochroniarz, który szarpie Cię za rękaw i krzyczy: „Wracaj do jaskini, tam jest ciepło i znamy każdy kamień!”.
Zalewa Cię? Gratulacje. To tak „boli” neuroplastyczność
Co się dzieje w momentach, gdy dyskomfort nie jest tylko lekkim stresem, ale potężną falą, która dosłownie Cię zalewa? Kiedy stoisz na scenie (lub przed trudną decyzją) i masz ochotę zapaść się pod ziemię?
Zamiast z tym walczyć, spójrz na to z perspektywy neurobiologii. Kiedy idziesz na siłownię i podnosisz nowy, większy ciężar, Twoje mięśnie pieką i drżą. Czy rzucasz wtedy sztangę z krzykiem: „O rany, piecze, chyba jestem zepsuty!”? Nie. Wiesz doskonale, że ten ból to fizyczny dowód na to, że włókna mięśniowe ulegają mikrouszkodzeniom, by za chwilę odbudować się silniejszymi.
Z Twoim mózgiem jest dokładnie tak samo. Ten obezwładniający dyskomfort, to uczucie paniki – to chemiczny sygnał dla Twojego mózgu: „Uwaga, otwieramy bramy do neuroplastyczności!”. Bez tej fali stresu układ nerwowy ani myśli się zmieniać. To potężna, zardzewiała maszyneria Twojego mózgu, która właśnie teraz siłowo toruje sobie zupełnie nowe ścieżki neuronowe. Uczysz się czegoś nowego. Zmieniasz się. A to musi być niewygodne. Kiedy zalewa Cię dyskomfort, to znaczy, że właśnie jesteś na mentalnej siłowni i robisz najważniejszą „serię” w swoim życiu.
4 Naukowe metody oswajania dyskomfortu
Skoro nie możemy (i nie chcemy!) wyciąć sobie ciała migdałowatego, musimy nauczyć się zarządzać jego reakcjami. Psychologia, kognitywistyka i improwizacja dostarczają nam na to potężnych narzędzi.
Metoda 1: Ekspansja i Radykalna Akceptacja (Terapia ACT)
Kiedy czujemy, że fala dyskomfortu narasta, nasz odruch to walka. Zamykamy się w sobie, napinamy mięśnie, próbujemy „myśleć o czymś innym”. To błąd. Im bardziej z czymś walczysz, tym większe to rośnie (tzw. paradoks białego niedźwiedzia).
W Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) stosuje się metodę zwaną Ekspansją (Robieniem Miejsca). Polega ona na fizycznym zrobieniu przestrzeni dla niechcianego uczucia, zgodnie z improwizacyjną zasadą „Tak, i…”. Zamiast myśleć: „Muszę przestać się tak denerwować”, stajesz w fotelu Głównego Reżysera swojego umysłu i mówisz do siebie:
„Okej, czuję teraz ścisk w klatce piersiowej. Zalewa mnie strach. Widzę to. TAK, boję się, I… daję temu uczuciu pełne prawo tu być”.
Nie walcz z falą. Przepuść ją przez siebie. Kiedy przestajesz stawiać opór, dyskomfort traci swoją duszącą, paraliżującą moc.
Metoda 2: Reewaluacja Poznawcza (Złudzenie Ekscytacji)
Większość z nas na potężny stres reaguje próbą „uspokojenia się”. Bierzemy wdech i mówimy sobie: „Spokojnie, wyluzuj”. Dr Alison Wood Brooks z Harvardu udowodniła, że przejście ze stanu „wysokiego pobudzenia” (panika) do „niskiego pobudzenia” (relaks) w ułamku sekundy jest fizjologicznie niemal niemożliwe. Twoje ciało jest już zalane adrenaliną. Ale jest pewien sposób, który może Ci pomóc. Jeżeli istnieją drobne i w miarę łatwe rozwiązania, które pomagają obniżyć dyskomfort, to właśnie jeden z nich!
Zastosuj Reewaluację poznawczą. Fizjologiczne objawy strachu (bicie serca, pot, ścisk w brzuchu) są w 100% IDENTYCZNE z objawami… ekscytacji. Zmienia się tylko etykieta, którą nakłada na nie Twój mózg. Dr Brooks wykazała, że uczestnicy, którzy przed trudnym zadaniem powiedzieli na głos: „Jestem tym bardzo podekscytowany!”(zamiast „Stresuję się”), osiągali drastycznie wyższe wyniki. Zmienili lęk w paliwo, nadając mu nowy kierunek.
Metoda 3: Hakowanie Nerwu Błędnego (Embodiment)
W sytuacji nowego, stresującego wyzwania, nasz oddech staje się krótki i płytki. To sygnał dla mózgu, że zagrożenie jest realne. Możemy to odwrócić zjawiskiem „ucieleśnionego poznania”.
Zgodnie z fizjologią naszego układu nerwowego, najszybszą drogą do wyciszenia ciała migdałowatego jest aktywacja przywspółczulnego układu nerwowego za pomocą przedłużonego wydechu. To prosty mechanizm ewolucyjny: zanim wejdziesz w nową sytuację, zrób 3-4 oddechy, w których Twój wydech będzie dwukrotnie dłuższy niż wdech. Ten mechaniczny zabieg fizycznie stymuluje nerw błędny, który zrzuca do krwiobiegu substancje spowalniające tętno. Mózg dostaje twardy dowód: „Skoro oddychamy tak spokojnie, to najwyraźniej drapieżnik sobie poszedł”.
Metoda 4: Hormeza i Antykruchość (Szczepionka ze stresu)
Nassim Taleb ukuł pojęcie „antykruchości” – właściwości systemów, które pod wpływem wstrząsów, błędów i stresu stają się silniejsze. Ludzka psychika jest absolutnie systemem antykruchym.
W biologii nazywa się to hormezą – zjawiskiem, w którym mała dawka „trucizny” (stresu) działa jak szczepionka, budując odporność. Jeśli zaczniesz świadomie, w małych, kontrolowanych dawkach wystawiać się na dyskomfort (zapisując się na warsztaty improwizacji, zadając trudne pytanie, idąc samemu do kina), Twój mózg systematycznie uczy się, że „nowe” wcale nie oznacza „śmiertelne”. Mięsień tolerancji na niewygodę rośnie tylko wtedy, gdy go regularnie używasz. I to dokładnie robią na warsztatach w scenach i proponując uczestnikom wykonywanie achievementów w życiu codziennym. Daję im przestrzeń do brania szczepionek, wystawiając ich na małe dawki stresu i dyskomfortu w bezpiecznych warunkach. A rezultaty takiego działania potrafią być niesamowite.
Motywacja Reżysera: Działaj, zanim poczujesz się gotowy
W improwizacji uczymy się jednej, brutalnej prawdy: nigdy nie będziesz w 100% gotowy. Czekanie na odpowiedni moment, na to aż poczujesz „pewność siebie”, by podjąć działanie, to największa pułapka Wewnętrznego Cenzora. Niektórzy improwizatorzy grając grę freezy często czekają na idealny moment, w którym będą mieć pomysł, żeby czuć początkowy komfort. To jest bardzo zgubne, bo potrafi napędzać lęk. Dużo lepszą opcją jest wychodzenie w ciemno w losowych momentach. Tym sposobem jeszcze bardziej budujesz zaufanie do siebie i oswajasz dyskomfort. Odwaga nie jest brakiem strachu. Odwaga to umiejętność podjęcia akcji, ZANIM strach zdąży przejąć kontrolę nad Twoimi mięśniami.
Psychologia behawioralna jest tu bezlitosna: to nie jest tak, że najpierw myślimy (czujemy się pewnie), a potem robimy. To świadome, sprawcze działanie (fizyczny krok mimo lęku) uruchamia wyrzut dopaminy – neuroprzekaźnika nagrody i motywacji – całkowicie zmieniając nasz stan umysłu. Najpierw rzucasz się w przestrzeń, a spadochron otwiera się w trakcie lotu.
Przestań traktować dyskomfort jak ścianę, od której musisz się odbić. Zacznij go traktować jak bilet wstępu. Jak cenę, którą płacisz za to, by w Twoim życiu wreszcie zaczęło dziać się coś interesującego, zamiast w kółko odgrywać ten sam, bezpieczny i nudny scenariusz.
Podejmij działanie, zanim poczujesz się gotowy!
Skoro już mowa o rzucaniu się na głęboką wodę… Już jutro, w czwartek 30 kwietnia, startuję z nową edycją Warsztatów Praktycznej Improwizacji (WPI Poziom 1)!
Zrób ten pierwszy krok, pomimo lęku. Poczuj ten wspaniały dyskomfort, jak to jest zapisać się na warsztaty dokładnie na jeden dzień przed ich rozpoczęciem! 😀
Aby trochę ten dyskomfort osłodzić, mam dla Ciebie specjalny kod rabatowy (wpisz go przy zamówieniu i zmniejszy cenę warsztatów o 300zł!).
KOD: DYSKOMFORT
[Sprawdź szczegóły i zapisz się na WPI Poziom 1 – zrób to zanim zaczniesz analizować!]
Podziel się tym wpisem na swoich social mediach!
Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub w jakiś sposób Ci pomógł, możesz mi w zamian postawić kawę przez BuyCoffe.to 😉




